Tłusty czwartek w 2027 roku wypada 4 lutego, a kolejka w bydgoskich piekarniach rzemieślniczych zaczyna się o wpół do ósmej rano. Stoję w niej co roku i przez pięć lat ustaliłam prostą rzecz: godzina zakupu decyduje o jakości pączka bardziej niż adres. Poniżej ceny z 2026 roku, godziny pierwszych partii, sposób na zamówienie z odbiorem i test dobrego pączka.
Piekarnia rzemieślnicza na osiedlu: 6–9 zł i najlepszy towar do dziesiątej
Najlepsze pączki w Bydgoszczy wychodzą z małych piekarni osiedlowych, tych z jednym piecem i wypiekiem na miejscu. Cena w 2026 roku to 6–9 zł za sztukę z marmoladą wieloowocową albo powidłem śliwkowym i 9–12 zł z konfiturą z dzikiej róży, bo róża jest droga i pracochłonna. W tłusty czwartek takie miejsce startuje ze smażeniem między trzecią a czwartą w nocy i pierwszą partię ma na ladzie przed szóstą.
Ważniejsza od ceny jest godzina. Do siódmej trzydzieści kupujesz bez kolejki i dostajesz pączka jeszcze ciepłego. Między dziesiątą a czternastą stoisz dwadzieścia do pięćdziesięciu minut i dostajesz pączka z partii, która czekała trzy godziny pod szkłem, czyli bez chrupkości. Po piętnastej w takiej piekarni zwykle nie ma już nic, bo tam nie dosmaża się na wieczór. Kto pracuje na ósmą i kupuje po drodze, wygrywa cały ten dzień.
Cukiernie i pączki z popisem: 10–16 zł za sztukę
Drugi segment to cukiernie, które w tłusty czwartek robią pączki z kremem, solonym karmelem, pistacją i lukrem barwionym na kolory. Cena idzie w górę do 10–16 zł, a przy nadzieniu z prawdziwej pistacji nawet do dwudziestu. Płacisz za nadzienie i dekorację, nie za ciasto, bo ciasto jest w większości takie samo jak w wersji za osiem złotych.
Kupuję je raz, na koniec dnia, dla dzieci i dla efektu na zdjęciu. Do porannej kawy wracam do wersji z marmoladą, bo krem budyniowy po trzech godzinach w torbie zmienia konsystencję i przestaje mieć sens. Zaleta cukierni jest praktyczna: kolejki są krótsze niż w piekarniach, bo mniej osób szuka tam pączka tradycyjnego, i częściej przyjmują zamówienia telefoniczne na konkretną godzinę. Wada jest w tłuszczu. Część z nich smaży na oleju rzepakowym zamiast na smalcu i to czuć w smaku już od pierwszego kęsa.
Sieci, dyskonty i stragany: 2–4 zł i dlaczego akurat tyle
Marketowa piekarnia i mrożony półprodukt
Pączek za 2–4 zł z piekarni w markecie to najczęściej wypiek z mrożonego półproduktu: ciasto przygotowane w zakładzie przemysłowym, zamrożone, dowiezione i dosmażone albo dopieczone na miejscu. To nie oszustwo, tylko inna technologia, i części ludzi w zupełności wystarczy. Trzeba tylko wiedzieć, że różnica w cenie odpowiada realnej różnicy w produkcie, a nie hojności sprzedawcy.
Uliczne stragany i pytanie o adres
Stragany pod kościołami i przy przystankach to loteria. Bywa, że sprzedają wypiek z porządnej piekarni, bywa, że towar wożony od rana w plastikowym pojemniku. Test jest jeden i zajmuje sekundę: spytaj o nazwę i adres piekarni. Jeśli sprzedawca nie potrafi ich podać, zostaw pieniądze w kieszeni. W tłusty czwartek popyt jest tak duży, że w sprzedaży ląduje wszystko, co da się usmażyć, i to jedyny dzień w roku, kiedy jakość pączka w tym mieście naprawdę się rozjeżdża.
Gdzie, za ile i o której: porównanie
| Gdzie kupujesz | Cena za sztukę | Pierwsza partia | Kolejka o 11.00 | Co dostajesz |
|---|---|---|---|---|
| Piekarnia rzemieślnicza na osiedlu | 6–9 zł | 5.30–6.00 | 20–50 min | Ciepły, smażony tej nocy |
| Piekarnia rzemieślnicza w Śródmieściu | 7–10 zł | 6.00–6.30 | 40–70 min | Ten sam wypiek, dłuższe czekanie |
| Cukiernia z nadzieniami | 10–16 zł | 8.00–9.00 | 5–15 min | Krem, karmel, dekoracja |
| Piekarnia w markecie | 2–4 zł | 7.00 | 5–10 min | Wypiek z mrożonego półproduktu |
| Zamówienie z odbiorem na godzinę | 6–10 zł | Wg umowy | Brak | Świeży, bez stania |
| Stragan uliczny | 4–7 zł | 8.00 | 0–5 min | Nieznane pochodzenie |
Tabelę zbudowałam z własnych notatek z trzech ostatnich tłustych czwartków: godzina wejścia, długość kolejki, cena z paragonu. Konkretne minuty w przyszłym roku będą inne, proporcje nie. Wniosek z tych trzech lat jest jeden: przesunięcie zakupu z jedenastej na siódmą kosztuje godzinę snu, oszczędza czterdzieści minut stania, a pączek jest wyraźnie lepszy.
Drugi wniosek dotyczy zamówień. Większość piekarni rzemieślniczych przyjmuje zapisy na tłusty czwartek najpóźniej dwa dni wcześniej, przy minimum sześciu albo dwunastu sztukach, często z płatnością z góry. To rozwiązanie dla kogoś, kto kupuje dla biura albo dla całej rodziny. Wchodzisz, mówisz nazwisko, dostajesz gotowe pudełko i wychodzisz przed ludźmi w kolejce, którzy patrzą na ciebie z wyrzutem. Dwa telefony w poniedziałek załatwiają sprawę.
Test dobrego pączka i plan na 4 lutego
Dobry pączek ma jaśniejszy pasek na obwodzie, tak zwaną obwódkę. Powstaje wtedy, gdy ciasto pływało w tłuszczu i zostało obrócone raz, a nie mieszane łopatką. Brak obwódki oznacza pączka utopionego albo przewracanego kilka razy, czyli przetłuszczonego. Druga rzecz: waga w dłoni. Pączek ma być lekki jak na swoją objętość, bo ciasto drożdżowe wyrosło; ciężki i zbity znaczy, że wyrastał za krótko. Trzecia: nadzienie ma być wstrzyknięte w środek i wypłynąć przy drugim kęsie, nie przy pierwszym.
Mój plan na 4 lutego jest zawsze ten sam. W poniedziałek telefon i zamówienie dwunastu sztuk na siódmą rano. W czwartek o szóstej czterdzieści pięć odbiór w piekarni pod domem, przy okazji dwa pączki na miejscu do kawy. O ósmej pudełko ląduje w biurze i przez godzinę jestem najpopularniejszą osobą na piętrze. O czternastej przechodzę obok kolejki na Gdańskiej i nie zwalniam kroku.







