Mieszkam w Bydgoszczy od urodzenia i przez lata traktowałem tramwaj wodny jak atrakcję dla turystów: miła rzecz, ale nie dla mnie. Aż w zeszłym tygodniu kuzyn z dzieckiem poprosił, żebym coś wymyślił na popołudnie, i z braku pomysłów kupiłem bilety na rejs.
Wyszło tak, że od tamtej pory płynąłem już trzy razy. Spisuję wszystko, co bym chciał wiedzieć przed pierwszym rejsem.
Czym właściwie jest tramwaj wodny
To sezonowe rejsy po Brdzie małymi stateczkami, które kursują według rozkładu, jak zwykła komunikacja, tylko po wodzie. Sezon trwa mniej więcej od późnej wiosny do początku jesieni, a trasy prowadzą przez samo serce miasta: Wyspę Młyńską, okolice katedry, Wenecję Bydgoską, dalej w stronę przystani i terenów zielonych.
Bilety kupuje się przed rejsem, ceny są zbliżone do biletów komunikacji miejskiej z małą górką, więc to wyjście, które nie rujnuje portfela nawet dla czteroosobowej rodziny.
Jedno zastrzeżenie praktyczne: rozkład i trasy potrafią się zmieniać z sezonu na sezon, bywają też rejsy specjalne. Zanim się wybierzesz, poświęć dwie minuty na sprawdzenie aktualnego rozkładu w internecie, wpisując bydgoski tramwaj wodny. Ja za pierwszym razem tego nie zrobiłem i czekałem czterdzieści minut na przystani.
Miasto od strony wody wygląda jak nie to samo miasto
Najmocniejsze wrażenie z pierwszego rejsu: spichrze i kamienice nad Brdą projektowano frontem do rzeki, nie do ulicy. Z poziomu wody widać balkony, o których istnieniu nie miałem pojęcia, choć tamtędy chodzę od trzydziestu lat.
Wenecja Bydgoska, którą z mostu na Mostowej fotografują wszyscy, z pokładu wygląda o klasę lepiej: domy wyrastają prosto z wody, a między nimi prześwitują podwórka i schodki, których z lądu nie zobaczysz w ogóle.
Dzieciak kuzyna, rocznik dziesięć lat, telefon odłożył po pięciu minutach i do końca rejsu wypatrywał kaczek oraz wioślarzy. Uznaję to za najtwardszy dowód jakości tej atrakcji, jaki jestem w stanie przedstawić. Dorosłym polecam miejsca po stronie słońca późnym popołudniem, światło na starych murach robi wtedy całą robotę.
Który wariant rejsu wybrać na pierwszy raz
Rejsy bywają krótsze, po samym centrum, i dłuższe, wypływające w stronę zielonych brzegów miasta. Na pierwszy raz radzę wariant przez centrum: gęstość widoków na minutę rejsu jest największa i nawet niecierpliwi mają co oglądać.
Dłuższa trasa to inna bajka, bardziej relaks niż zwiedzanie: brzegi porośnięte drzewami, wędkarze, cisza przerywana silnikiem. Na tę wybrałbym się z książką albo z kimś, z kim dobrze się milczy.
Godziny szczytu wyglądają tak, jak się można spodziewać: weekendowe popołudnia przy ładnej pogodzie potrafią oznaczać komplet na pokładzie. Jeśli możesz, płyń w dzień powszedni przed południem, mieliśmy wtedy pół stateczka dla siebie. I zabierz coś na głowę, bo zadaszenie nie wszędzie chroni przed słońcem.
Jak zrobić z rejsu całe popołudnie
Tramwaj wodny najlepiej działa jako kręgosłup dłuższego spaceru. Nasz sprawdzony układ: start na Wyspie Młyńskiej godzinę przed rejsem, chleb dla kaczek zostawić w domu, bo i tak karmić nie wolno, za to lody z okolicznych lodziarni jak najbardziej.
Po rejsie spacer bulwarami wzdłuż Brdy, gdzie latem coś się zawsze dzieje: a to koncert, a to food trucki, a to regaty. Finał przy przystani Bydgoszcz, gdzie dzieciak może popatrzeć na kajaki i rowery wodne, a dorośli na zachód słońca z kubkiem czegoś zimnego.
Całość zamyka się w czterech godzinach i kosztach jednego seansu kinowego, a wrażeń zostaje na tydzień. Z perspektywy człowieka, który prawie pół wieku mija tę rzekę w drodze do pracy, powiem tak: czasem trzeba gościa z innego miasta, żeby zobaczyć własne.
Ściąga przed pierwszym rejsem
Sprawdź aktualny rozkład i miejsce odpłynięcia, bo przystanków jest kilka i łatwo pomylić brzegi. Bądź kwadrans wcześniej, w weekendy pół godziny, bilety na popularne kursy schodzą szybko. Weź wodę, nakrycie głowy i coś na wiatr, na rzece bywa chłodniej niż na rynku.
Z małymi dziećmi celuj w krótszy rejs i miejsca bliżej środka, mniej buja i łatwiej o ewakuację do toalety po zejściu na ląd. Wózek da się zabrać, ale złożony zajmuje mniej nerwów.
I ostatnia rada, najważniejsza: telefon wyjmij do trzech zdjęć, a potem schowaj. Ten rejs trwa krótko, a Bydgoszcz od strony wody ogląda się raz na jakiś czas. Szkoda przepuścić ją przez ekran.





